Przychodzi pedał do apteki: - Dzień dobry, jest wazelina? - Tak, proszę została ostatnia tubka. - Uff, normalnie dupę mi pani uratowała.
Mróz siarczysty, ludzie idą do roboty, patrzą, a tu Franek podsypia, skulony na ławce. - Panie! - trąca go ktoś. - Zbudźcie się, bo zamarzniecie! - Nie zamarznę... Przed godziną piłem borygo.