Idzie baca na dwór za potrzebą. Wraca calutki mokry. Żona się pyta: - Józwa, deszcz pada? - Ni... Ino halny wieje.
Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał!