W WARSZTACIE
Jakiś czas temu pracowałem w warsztacie wulkanizacyjnym. Z racji potocznego słownictwa już zwykłe nasze rozmowy wywoływały uśmiech/zażenowanie klientów (założyć/zdjąć Panu gumę, założyć Panu kapturek na wentyl itp.). Wszystko natomiast przebijały odzywki klientek:
Pani przywiozła przeciętą z boku oponę (dla laików: uszkodzenie nienaprawialne). Na standardowe pytanie "jak możemy Pani pomóc?" klientka z "jakąś taką nieśmiałością" odparła:
- No nie wiem, czy dacie radę... Mam taką wielką dziurę...
* * *
Klientka (młoda i ładna) wchodzi do warsztatu i woła od progu:
- Panowie - ratujcie! Mój mąż ma flaka! (mąż niedaleko warsztatu złapał gumę...)
